Wywiad z Prof. Dr Julią Kier - historykiem sztuki, badaczką losów i twórczości Ericha von Patisohna. Współautorką książki: "Baron Erich- Baron śmiechu "- zbiór tekstów źródłowych dotyczących funkcjonowania w dawnej Zielonej Górze kabaretu "von Patisohn Gedanken"
JMS: Pani Julio, jakie jest pani pierwsze skojarzenie z postacią Ericha von Patisohna?
J.K..: Już chyba nie mam pierwszego. W pewnym okresie mojego życia poświęciłam tej postaci dużo energii i pracy i nawet nadszarpnęłam swoją naukową reputację twierdząc, że warto miesiąc szukać po europejskich archiwach informacji o kimś, kogo nazwisko po polsku znaczy niewiele więcej niż "duży ogórek" (śmiech)
JMS: Czy wiedziała pani że E. Von Patisohn jest patronem festiwalu kabaretu w Zielonej Górze?
J.K.: Dowiedziałam się dopiero po rozmowie telefonicznej z Panem i cieszę się z jednej strony, że propagujecie postać świetnego lecz prawie zapomnianego artysty, lecz z drugiej denerwuje mnie, że ja, po opublikowaniu kilku periodyków o nim poszerzyłam wiedzę kilku osób, nie licząc mojej rodziny ( śmiech), a wy tak łatwo rozsławiacie go na całą Polskę .
JMS: Dlaczego Patisohn stał się towarzyszem pani naukowej kariery?
J.K: Bo chciałam udowodnić, że to postać nieistniejąca, że wiedza o niej to raczej podania miejskie, coś w rodzaju legend o średniowiecznych władcach.
JMS: Nie udało się?
J.K. (śmiech) Totalna katastrofa, okazało się ze we Francji mieszkają nawet jego potomkowie, od których się wiele dowiedziałam. Nota bene powinniście zaprosić ich na ten wasz festiwal jako gości honorowych.
JMS: Właśnie... zna pani młode pokolenie polskiego kabaretu?
J.K.: Znam tylko tyle, co czasem pokazują w telewizji. Choć czasem od święta córka zabiera mnie na spektakle do Obory i wiem jedno: kabarety, które widziałam nie miały konferansjera, byli, tak jak ich sobie nazwałam "lotni konferansjerzy" czyli kto ma czas to wychodzi i zapowiada. Patisohnowi by się to nie spodobało (śmiech)
JMS:. Jaki, w takim razie, był gust Ericha von Patisohna? Który ze współczesnych kabaretów jemu by się spodobał?
J.K.: Jego twórczość była czasem dziwna i bezkompromisowa. Jeśli bawiły go jego żarty, to myślę że śmiałby się przy tym kabarecie od reklam telefonów.
JMS: Panią też bawi mumio?
J.K.: Tak, szczególnie ta pani. Ma ciekawą urodę. W kabarecie "Patisohn gedanken" była taka piosenka młodego pana: "z rodziny nieciekawej, nieciekawie gada, a urodę ma ciekawą, więc oświadczę się".
JMS: Skoro weszliśmy w tematykę wyglądu, to co pani pomyślała, jak pokazałem pani statuetkę, laur festiwalu?
J.K.: Najpierw sprawdziłam czy aby na pewno ze srebra (śmiech), a potem, że mężczyzna uwieczniony przez artystę rzeźbiarza jest kategorycznie za mało przystojny, w porównaniu ze zdjęciami, które widziałam u potomków Patisohna, ale widzę, że jest to już Patisohn z okresu berlińskiego, kiedy to powolutku przemierzał miasto podpierając się laską.
JMS: Czy myśli pani, że ktoś kiedyś sięgnie jeszcze po teksty Ericha von Patisohna ?
J.K.: Nie wiem. Ja na pewno nie, bo stresuje się nawet jak tu włączył pan ten dyktafon, a co dopiero stać mi przed ludźmi, którzy się chcą śmiać. Mam nadzieję, ze kiedyś , ktoś... bo to mądre teksty, lecz na pewno potrzebują dobrego tłumacza.
JMS: Dziękuję serdecznie za poświecenie mi całej godziny.
J.K.: Dziękuję w imieniu Ericha za poświecenie mu całego festiwalu (smiech)
Rozmawiał w holu uniwersyteckim
Jarosław Marek Sobański
|